Polska
MIKNIK24

Polityka

Policja analizuje incydent z Antonim Macierewiczem podczas miesięcznicy smoleńskiej

Po wrześniowych przepychankach na placu Piłsudskiego sześć osób zgłosiło się na policję. Część materiałów może trafić do prokuratury.

Redakcja MIKNIK24Udostępnij na Facebooku
Policja analizuje incydent z Antonim Macierewiczem podczas miesięcznicy smoleńskiej

Policja bada wydarzenia z miesięcznicy.

Chodzi o zajścia, do których doszło 10 września na placu Piłsudskiego w Warszawie podczas zgromadzeń związanych z obchodami miesięcznicy smoleńskiej. Funkcjonariusze analizują zabezpieczone nagrania, w tym materiały opublikowane w mediach społecznościowych. Część zgromadzonych dowodów ma zostać przekazana prokuraturze do oceny prawnej.

Incydent dotyczył także Antoniego Macierewicza.

Poseł Prawa i Sprawiedliwości używał urządzenia rozpylającego czarną farbę, którą pokrył baner trzymany przez przeciwników obchodów. W trakcie tego zdarzenia doszło również do szarpaniny między uczestnikami zajścia.

Sześć osób złożyło zawiadomienia.

Jak przekazał „Faktowi” asp. Jakub Pacyniak z Komendy Rejonowej Policji Warszawa I, po wydarzeniach do śródmiejskiej komendy zgłosiło się łącznie sześć osób. Część z nich twierdziła, że jeden z obecnych na miejscu parlamentarzystów naruszył ich nietykalność cielesną, a rozpylona substancja uszkodziła ubrania oraz baner. Policja nie podała nazwiska polityka, którego dotyczą te relacje.

Policja przyjęła kilka zgłoszeń.

Funkcjonariusze odnotowali trzy ustne zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa oraz cztery skargi dotyczące czynów ściganych z oskarżenia prywatnego. Rzecznik śródmiejskiej policji poinformował, że część zebranych materiałów zostanie przekazana prokuraturze. Wszystkie osoby, które zgłosiły się na komendę, oświadczyły, że uczestniczyły w jednym ze zgromadzeń organizowanych tego dnia na placu Piłsudskiego.

Nagrania zabezpieczono przed zgłoszeniami.

Policja podkreśla, że rozpoczęła gromadzenie materiału dowodowego jeszcze zanim uczestnicy zdecydowali się złożyć oficjalne zawiadomienia. Wśród zabezpieczonych treści znalazły się między innymi nagrania udostępnione w serwisach społecznościowych. Samo przekazanie materiałów prokuraturze nie oznacza postawienia komukolwiek zarzutów. Śledczy muszą najpierw ocenić dowody i rozstrzygnąć, czy istnieją podstawy do wszczęcia postępowania oraz przeprowadzenia dalszych czynności.